W dawnej prasie galicyjskiej natrafić można na krótkie wzmianki o hojności samego monarchy. Jedna z nich dotyczy Krzywczy w powiecie przemyskim, gdzie w 1910 roku cesarz Franciszek Józef I zdecydował się wesprzeć lokalną społeczność greckokatolicką.
Darowizna z prywatnej szkatuły
Jak podają źródła historyczne, władca „najłaskawiej udzielił ze Swej prywatnej szkatuły” zapomogi w wysokości 200 koron na rzecz komitetu odbudowy cerkwi greckokatolickiej w Krzywczy. Była to kwota przekazana bezpośrednio z osobistych środków monarchy, a nie z budżetu państwa.
Ile to było warte?
Przeliczenie dawnych koron na współczesne pieniądze nie jest proste, ale pozwala docenić skalę wsparcia:
- Według ceny złota: przed I wojną światową korona oparta była na złocie, a monety 20-koronowe bito z czystego kruszcu. Donacja 200 koron odpowiadała około 61 gramom złota, co dziś warte jest ponad 21 000 złotych.
- Według siły nabywczej: na przełomie XIX i XX wieku nauczyciel zarabiał około 60–75 koron miesięcznie. Darowizna cesarza równała się więc blisko trzem miesiącom pracy pedagoga, co w dzisiejszych realiach odpowiada kwocie rzędu 12 000–15 000 złotych.
Efekt: nowa cerkiew do dziś
Dla małych, wiejskich parafii takie wsparcie było ogromnym zastrzykiem finansowym. W Krzywczy środki te pozwoliły m.in. na wzniesienie nowej, murowanej cerkwi pw. Narodzenia NMP. Budowę ukończono w 1911 roku i świątynia stoi do dziś, przypominając o nietypowym wkładzie cesarza Austro-Węgier w rozwój galicyjskiej wsi.
„Najj. Pan” to skrót od „Najjaśniejszy Pan” — tak w dawnej prasie określano samego cesarza Franciszka Józefa I.
Za przypomnienie tej historii dziękujemy administratorowi portalu Przemyskie Historie.
Źródło: rzywcza – Trzy Kultury
Fot. facebook.com

